IndeksPortalCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Boczna uliczka

Go down 
AutorWiadomość
Marica Daffodil
Administrator
avatar

Liczba postów : 589
Wiek : 37
Miejsce urodzenia : tu i tam...
Profesja : Kapitan pirackiego statku - Anima Vilis
Broń : wspaniały garłacz, maleńki pistolecik, lekka szabelka i marynarski sztylet.

PisanieTemat: Boczna uliczka   Wto Kwi 14, 2009 8:58 am

Prowadzi na nabrzeże.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://green-death.myspot.pl
Peter Matluck

avatar

Liczba postów : 58

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Pią Kwi 17, 2009 11:53 am

Podróż do Port Royal w końcu się zakończyła. W tym miejscu załoga Ark Royal II miała czekać na kolejne rozkazy, które ponoć miały się w niedługim czasie pojawić. Taką przynajmniej nadzieję miał Peter, który nie lubił na dłużej zostawać w jednym miejscu. Jednak po dłuższym namyśle, mógłby tu posiedzieć nieco. W końcu trzeba było uzupełnić braki w załodze no i może znajdzie jakieś informacje o swoim bracie. Na ojca nie miał co liczyć. I tak teraz nie było go w posiadłości, więc Matluckowi zostało jedynie pałętać się po ulicy. Ubrał się w mało wytworne ubrania by choć chwilę funkcjonować jak normalny obywatel. Zdawał sobie jednak sprawę, że i tak spacer po Queen Street do najnormalniejszych nie należy, ale mógł zgrywać ot zwykłego mieszczucha ciekawego świata. Wszystko da się wytłumaczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rothert Torres

avatar

Liczba postów : 17

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Pią Kwi 17, 2009 12:01 pm

Na pewno nie był na Tortudze. Zdał sobie z tego sprawę gdy tylko zszedł z pokładu statku. Może to dziwne, ale wydawało się, że jeszcze wczoraj statek handlowy, na którego pokładzie młody przespał całą noc, cumował gdzie indziej. Tak czy owak Rothert raźnym krokiem podążał przed siebie, w końcu przecież musiał się dowiedzieć gdzie jest. I koniecznie znaleźć coś do żarcia. W brzuchu burczało mu już niemiłosiernie. Przybrał minę zbitego psa i rozejrzał się po uliczce. Pewnie nietypowo wyglądał w takim otoczeniu, szczególnie w swoim dziwacznym pseudo-pirackim stroju. Westchnął cicho i spojrzał na mijanego faceta. Momentalnie zaszedł mu drogę i spojrzał na niego hardo.
- Panie, mów gdzie jesteśmy! - zażądał krzyżując łapki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Peter Matluck

avatar

Liczba postów : 58

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Pią Kwi 17, 2009 12:07 pm

Mężczyzna z początku nie przejmował się tym, ze ktoś zaszedł mu drogę. W zasadzie, po prostu nie zauważył malutkiej postaci, która wyróżniała się swym ubiorem z tłumu przechodniów. Dopiero gdy usłyszał dziarski głos chłopczyka przystanał przed nim patrząc w dół zdziwionym spojrzeniem. Zapewne malec bawił się w piractwo, tak jak i on sam kiedyś miał w zwyczaju. Wczuwał się w to ignorując wychowanie w stosunku do osoby starszej do siebie.
- Jak to gdzie? Port Royal oczywiście.
Powiedział spokojnym tonem przyglądając się malcowi uważnie. Niezbyt lubił dzieci. Były nazbyt głośne. Oczywiście nie przyjmował do wiadomości, że i on sam taki był. Po prostu uważał, że on bliższy był idealnego dzieciaka.
- A ty co? Zgubiłeś się?
Zapytał beznamiętnie rozglądając się dookoła w poszukiwaniu jakiejś bandy przebranej za piratów, albo po prostu miał nadzieję zobaczyć jakąś kobietę szukającą swojego dziecka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rothert Torres

avatar

Liczba postów : 17

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Pią Kwi 17, 2009 12:15 pm

Kiwnął głową na znak podziękowania za informacje. Port Royal? Gdzieś to przecież już słyszał.. Oczy dzieciaka przybrały wielkość monet. Młody Torres po prostu stał w bezruchu i wpatrywał się z totalnym zdziwieniem wypisanym na pyszczku w swojego informatora. Dopiero po kilku chwilach milczenia odwrócił wzrok.
- Noooo.. Zgubiłem się.. - przyznał w końcu
Nie bardzo wiedział co ma teraz robić. Tortuga była raczej.. daleko? Przełknął nerwowo ślinę. Zginie, zginie jak nic. Jak nie z głodu to ktoś go dorwie tutaj.
- Głodny jestem! - oświadczył nagle
Spojrzał podejrzliwie na Petera, czy czasem nie niesie jakiś zakupów, z których można by podprowadzić trochę żarcia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Peter Matluck

avatar

Liczba postów : 58

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Pią Kwi 17, 2009 12:22 pm

Głodny, głodny. W tym mieście cały czas spotyka się głodnych ludzi, którzy zabili by za choćby jedną kromkę chleba, nie mówiąc już o całym bochenku i jakiejś porcji mięsa. Dzieci jednak miały o tyle lepiej, że wiele osób miało w stosunku do nich miękkie serce i ulegało wielkim oczom, którymi na nich patrzyły. Peter nie należał do takich, jednak na niego podziałało co innego. Ten amatorski strój pirata przypominający mu młodzieńcze lata. Teraz widywał w takich kostiumach tylko rosłych byczków z szablami w dłoniach, którzy plądrowali okręty albo toczyli walki ze sobą nawzajem. Sięgnął do kieszeni, której zawartość rysowała na powycieranej marynarce wybrzuszenie. Wyjął z niej jabłko, które wziął sobie na przegryzkę podczas spaceru. Ostatnia porcja owoców, które zabrali na statek przed wypłynięciem. Podał je Rotowi.
- Masz, niech ci wyjdzie na zdrowie.
Powiedział spokojnie chowając rękę z powrotem do kieszeni.
- Gdzie mieszkasz? Gdzie są twoi rodzice?
Zapytał, ponieważ mozliwe, ze byłby w stanie pomóc chłopczykowi wrócić do domu. Było nie było w jakimś stopniu znał to miasto, więc możliwe, że byłby w stanie mu pomóc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rothert Torres

avatar

Liczba postów : 17

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Pią Kwi 17, 2009 12:30 pm

Oczyska chłopca błysnęły dziko gdy zobaczył jabłko. Jego brzuch natychmiast domagał się czegoś jadalnego, więc nic dziwnego, że gdy tylko owoc trafił w jego łapki, Rot od razu zatopił w nim kły. Nawet nie podziękował, ale to było do przewidzenia.
- Rodzice nie żyją, a brat jest na Tor.. - zawahał się przez chwilę.
Równie dobrze ten facet mógłby mu pomóc, chociaż z drugiej strony był dorosły, a z takimi to nigdy nic nie wiadomo. Zmrużył groźnie ślepia.
- ... na torturach w więzieniu.. - dokończył z ponurym uśmiechem, jednocześnie biorąc kolejny kęs jabłka.
Machnął lekceważąco ręką na znak, że jakoś sobie poradzi. Bo w końcu tak będzie, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Peter Matluck

avatar

Liczba postów : 58

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Pią Kwi 17, 2009 12:35 pm

Na torturach w więzieniu. Rzecz, którą mimo swojego oddania panującym zasadom, nie mógł tolerować. Była to oznaka zezwierzęcania kultury ludzkiej, która zawsze wydawała mu się za najszlachetniejszą. Widząc jak chłopiec rzucił się na jedzenie, nawet tak nie bardzo pożywne jak to małe jabłko, Peter skrzywił się widząc już los jaki czeka tego malca. Jego wychowankiem będzie ulica. Za mentorem może znajdzie sobie jakiegoś złodziejaszka albo pirata. W każdym razie będzie wiódł życie postrzegane jako gorsze.
- A masz jakieś miejsce schronienia?
Zapytał nie wiedząc w zasadzie po co. Przecież nie zaproponuje mu przechowania go pod swoimi skrzydłami. Nie wypada mu to.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rothert Torres

avatar

Liczba postów : 17

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Pią Kwi 17, 2009 12:44 pm

Zmarszczył lekko brwi, zmrużył oczyska i rzucił szybkie spojrzenia na boki. Facet zadał bardzo dobre pytanie. A rzecz oczywista, że dzieciak żadnego schronienia nie ma. Spojrzał nawet w górę, prosto w niebo.
- Nie pada i raczej padać nie będzie, więc.. - odparł i ponownie przeniósł wzrok na ulicę.
Czujne ślepia niemal natychmiast skierowały się w stronę niewielkich schodków. Wskazał je ręką.
- Pod nimi może być, przynajmniej na dziś.
Uśmiechnął się szatańsko. Ha, i on miałby sobie niby nie poradzić? Minęło zaledwie trochę czasu a on już znalazł i trochę żarcia i miejsce do przenocowania. Co jak co, ale był z siebie naprawdę dumny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Peter Matluck

avatar

Liczba postów : 58

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Pią Kwi 17, 2009 12:51 pm

Zło. Niewinność dziecka i współczucie dla niego gdy pokazuje, że będzie spało pod schodami nie może być obojętne nikomu, nawet osobie, która dzieci nie znosi. Peter siegnął do kieszeni wyjmując małą sakiewkę. Mógł sobie pozwolić na poratowanie tego malca groszem, w końcu jemu pieniędzy nie brakuje.
- Znajdź sobie jakiś obskurny motel, za to przenocujesz parę nocy a i do jedzenia coś sobie kupisz. Potem radź sobie sam mały.
Powiedział ciskając sakiewką w stronę chłopaczka. Wydał się on Peterowi dość miły jak na stan i los jaki mu przyszło wieść. Matluck zastanawiał się w zasadzie po co mu pomaga. Przecież może odejść i mieć gdzieś co się z nim stanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rothert Torres

avatar

Liczba postów : 17

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Pią Kwi 17, 2009 12:59 pm

Zwinnie złapał rzuconą sakiewkę, niemal jakby był na to przygotowany. Kasa w niej była, to pewne, w końcu trochę ciążyła w dłoni chłopaka. Nie potrzebował nawet sprawdzać ile. Po prostu przyczepił nową zdobycz do paska i rzucił jej krytyczne spojrzenie. Prezentuje się nawet nawet. Chociaż mogłaby być większa.. Mimo to wyszczerzył ładnie kiełki do swojej nowej ofiary.
- Dziękuję panu bardzo!
Wykonał nawet przed Peterem coś w rodzaju ukłonu, chociaż co to tego pewnym być nie można. Gdy już się wyprostował wbił swoje spojrzenie prosto w oczy faceta. Co prawda żeby się bardziej podlizać mógłby nawet się przytulić, ale.. Wątpił czy za to nie oberwie. Przecież wystarczy spojrzeć i porównać chociażby strój obu panów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Peter Matluck

avatar

Liczba postów : 58

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Pią Kwi 17, 2009 1:05 pm

- Nie ma sprawy mały. Trzymaj się bezpiecznie. A i jestem Peter, nie pan.
Powiedział uśmiechając się lekko przyglądając się wcześniejszym poczynaniom malucha, gdy ten przywiązywał sakiewkę do paska. W głowie Matlucka pojawiło się pytanie, na które zapewne nie uzyska odpowiedzi. Skoro sakiewkę ma w tak widocznym miejscu, to czy nikt go nie napadnie? W końcu okraść dziecko to nie jest żaden problem.. W każdym razie od tego momentu nie był to już jego problem. Skinął chłopaczkowi głową i ruszył przed siebie. Wsadził ręce do kieszeni i bez jakichś większych pożegnań ruszył przed siebie przedzierając się przez tłumy różnego rodzaju handlarzy i tragarzy, którzy chcieli sprzedać swoje towary na nabrzeżu. Żyć cały czas w takim owczym pędzie. Pete nigdy tego nie zrozumie. Żył nieco inaczej. Po chwili zniknął Rotowi z oczu skręcając w jedną z uliczek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rothert Torres

avatar

Liczba postów : 17

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Pią Kwi 17, 2009 1:30 pm

Obejrzał się przez ramię i odprowadził Peter'a wzrokiem dopóki ten nie wmieszał się w tłum. Młody trochę żałował, że ten już poszedł. W końcu na co mu ta kasa skoro i tak został sam? Okręcił się pięcie i powoli ruszył w stronę z której przyszedł. Trzeba koniecznie odnaleźć ten cholerny statek, zaczaić się i wreszcie wrócić na Tortugę. Przecież tam była ta ruda pani kapitan! Trzeba będzie się jej trochę podlizać. Może też coś dostanie? Po chwili zniknął w tłumie ludzi..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Robert Foyle

avatar

Liczba postów : 41
Wiek : 29

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Sro Kwi 22, 2009 9:21 am

- Tego nam jeszcze brakowało...domorosłego cyrulika z Docklands...
Prychnął Lord Foyle chodząc po Queen Street dość długo. Jednakże palące słońce spowodowało, że skręcił w boczną uliczkę i usiadł sobie na ławeczce. Dodatkowo ten chłopak śmierdział alkoholem. Brakowało im właśnie pijanego lekarza. Z drugiej strony miał nadzieje, że nie robił sobie z niego jaj. Jakby się tak jednak działo Foyle znał metody, którymi szybko przywracał dyscyplinę na swoim statku. Dobrze, że Peter tego nie widział, choć Foyle chciał aby niedługo przejrzał kogo dowództwo mu przysłało.
- Niech to szlag...
Mruknął do siebie siadając na jakieś ławeczce od razu przy głównej ulicy i uspokajając się trochę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johenn de Richelieu

avatar

Liczba postów : 13

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Sro Kwi 22, 2009 10:33 am

- Wolne Monsieur Oficer?
Przed nim stał żołnierz. Widać na pierwszy rzut oka. Krój ubrania, wojskowy rapier, szerszy i dłuższy od tych, które paniczyki używają, pistolet za pasem.
Nieznajomy zdjął kapelusz i skłonił się lekko.
- Kapitan Johenn de Richelieu, kondotier. - Powiedział wyciągając dymiącą fajkę z zębów.
Przyjrzał się ubraniu tamtego.
- Widać żeś waćpan chevalier pierwszego rzędu i to w dodatku Offizier und Soldat jak to Niemce mawiają. A skoroś oficyjer toż pewno znasz jakowegoś generała tego okręgu. Bom wszak najemnik, pracy poszukuje, za brzęczącego talara Anglii się przysłużyć mogę.
W rzyci miał odwieczną niechęć Francuzów i Anglików, jeśli stały za tym pieniądze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Robert Foyle

avatar

Liczba postów : 41
Wiek : 29

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Sro Kwi 22, 2009 12:07 pm

Robert popatrzył na nowo przybyłego, wstał z miejsca, po czym skinął mu delikatnie.
- Lord Robert Foyle...z Londynu. Proszę siadać, miejsce jest wolne.
Odparł spokojnie robiąc mu miejsce. Nie dość, że był Kondotierem to jeszcze szlachetnie urodzonym. Mimo to szlachcice byli jedną wielką rodziną, a w Anglii jednak nie zwracano uwagi na zawód. Liczył się jedynie majątek.
- Więc mówisz pan, że chciałbyś służyć za pieniądze. Nie wątpię w to, że zapewne na wojaczce się znasz. Mogę cię zaprowadzić do mojego kapitana i tam byście porozmawiali o wszystkim. O ile jedynie wróci, bo jeszcze go nie ma. A przynajmniej go nie spotkałem. Oczywiście jeżeli chciałbyś panie z nami "współpracować" to musisz się liczyć z opinią "Psa Royal Navy".
Odparł uprzejmie, bez jakiś uszczypliwości.
- De Richelieu...czyżby krewny dawnego Pierwszego Ministra Królestwa Francji ?
Spytał patrząc na niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johenn de Richelieu

avatar

Liczba postów : 13

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Sro Kwi 22, 2009 2:49 pm

Przysiadł z wdzięcznością, fajką się zaciągnął coby nie przygasła, potem wyjął ją z ust. Rapier poprawił coby mu nie przeszkadzał.
- Widzisz waść, jak to mówią niemce Das Geld muss sein... właściwie to Ordnung, ale złoto też być musi. A im kiesa cięższa tym na duszy lżej, bo jest jak przyzwoicie żyć, bo teraz to i zwykły cham może sobie pozwolić na pański strój i karate. Kupców widziałem z rapierami i zdobnymi pałaszami, gdy mi czasem w dziurawych butach przyszło chodzić. Ha, ale pamiętam pewną bitwę. Gdzie była, nie powiem, bo z głowy uleciało.
Zaciągnął się znowu i wypuścił kłąb dymu.
- Stał w polu mój regiment, okopany nie lada, kilka dział wtedy mieliśmy. Chyba oktaw z hiszpańskich ludwisarni. Wszystkie moje niemce, francuzy i szwedy już od kilku miesięcy w polu, pancerze już rdzewieć poczęły, prochu zaczęło brakować. I siedzimy w tych okopach. Nagle jak nie wyjdzie jakiś regiment przeciw nam. Piękne pancerze, rusznice najprzedniejsze, forkiety na drugim ramieniu, pancerze zda się ledwo co z warsztatów wyszły. I mówię "Panowie, tylko nam już Pater Noster odmawiać. Tu nasze groby, ale tanio skór nie oddamy." Broń kazałem szykować, lonty podpalać i czekać na mój znak. Tamte podeszły, nie powiem, nawet równym krokiem. Jak nie ryknę "Feuer", to nasi ognia dali, a tamci nawet forkietów nie zdążyli ustawić. Co się okazało? Że zebrali jakiś mieszczków do kupy, bo broń była, ale żołnierza nie i wysłali, myśląc, że się przestraszymy. Ha, nie powiem. Potem im w duchu dziękowałem za nowe muszkiety, proch i pancerze.
Oczywiście podkolorował. Naprawdę to już stamtąd uciekali, ale nie zdążyli, musieli się to bitwy stawić. Ale szczęście było po ich stronie.
- Z pańskim kapitanem? Z przyjemnością, jednak muszę nowy pułk do kupy zebrać, sprawdzić co potrafią. A toć waćpan wiesz, kogo tu bić trzeba? Hiszpanów, Portugalczyków, Holendrów czy może Francuzów.
Tja, stanąć przeciwko krajaninowi kapitanowi obce nie było. Już kilka razy się zdawało, ale sumienie winem zalewał.
- Ano, krewny, acz daleki. Jednak nazwisko i tak chlubne jest, bo to mało sławnych de Richelieu było?
Wsadził fajkę do ust i pykał w zamyśleniu.
- A waćpan, widać też wojennik, jak już mówiłem. Gdzieś waćpan wcześniej służył, z kim się bijał?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Robert Foyle

avatar

Liczba postów : 41
Wiek : 29

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Czw Kwi 23, 2009 11:03 am

Robert jedynie uśmiechał się słuchając Johenn'a z ciekawością. Starzy wojacy zawsze mieli do opowiedzenia jakieś ciekawe historie. Zawsze można było się podzielić doświadczeniem.
- Czy wiem z kim mam walczyć ? Na razie to z piratami i wszelkimi zbójnikami morskimi, którzy napadają na statki. A potem tam gdzie mnie poniesie wola Jego Królewskiej Mości. Jestem tylko prostym żołnierzem...mimo wszystko.
Odparł spokojnie poprawiając mankiet i wzdychając. Na pytanie o to czy jest wielkim wojennikiem uśmiechnął się jednak dosyć smutno.
- Miałem kiedyś swój statek. Panowałem nad piratami, którzy zgodzili się służyć za pieniądze Jego Królewskiej Mości. Miałem pilnować ich wierności. Głównie ochranialiśmy statki kupieckie płynące do Londynu. Jednak zdarzyło się raz, że mała armada kaprów się zbuntowała. 10 średnich statków...odpieraliśmy ich do czasu przybycia posiłków. Większość ludzi przeżyła a mój statek poszedł na dno. Pierwsza moja bitwa i straciłem statek. Załoga nie pozwoliła mi nawet odejść jak tradycja nakazuje. Piłem sobie spokojnie herbatę czekając na nieuniknione, gdy nagle bosman walnął mnie w łeb, zaciągnął na szalupę i uciekliśmy. Następnego dnia postrzeliłem go za to...ale przeżył. Dlatego teraz jestem tutaj.
Odparł.
- Nie jestem wielkim wojennikiem...miałem po prostu pecha.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johenn de Richelieu

avatar

Liczba postów : 13

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Czw Kwi 23, 2009 7:01 pm

- Hm... piraci. Czyli statki. - Kapitan przygryzł wąsa. - Oczywiście, bijało się też na statkach, jednak wolałbym grunt pod nogami czuć. Takie ot, przyzwyczajenie.
De Richelieu za młodu kiedyś podczas sztormu za burtę wypadł. Dobrze zapadł mu w pamięć widok fal, zalewających mu głowę. Pamiętał też, że dostał w łeb. Potem obudził się na statku i zażądał jak najszybszego powrotu do brzegu. Tak stanowczo, że prawie przebiłby szyje kapitanowi tamtego krętu. Oczywiście potem ładnie przeprosił. Od tego czasu byli przyjaciółmi. Nazywał się bodaj Kapitan Johanson czy jakoś tak. Nieważne.
- Waść jeszcze młody, sławę zdobyć może. Dla mnie psia sława zginąć z rąk własnych żołnierzy. Tak, pozostanie na miejscu to szczytna rzecz, ale wtedy, kiedy trzeba. Kiedy jesteś ostatnim ratunkiem dla ojczystej ziemi. A nie gdy, bije się z tobą gromada obdartusów co nawet pisać dobrze nie umie. Zapamiętaj moje słowa i zachowanie życia nie nazywaj pechem. Bo wszak gdybyś wtedy nie umarł, nie został byś admirałem, a ja ci taką przyszłość wróże, choć się niewiele znamy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Robert Foyle

avatar

Liczba postów : 41
Wiek : 29

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Pią Kwi 24, 2009 1:44 pm

Foyle uśmiechnął się słysząc słowa Johenn'a. Wesoły z niego człowiek choć szczerze mówiąc jak chciał u nich pracować skoro większość czasu będą spędzali na morzu. Wkrótce Robert odparł.
- Dziękuje panu za te ciepłe słowa...nie zapomnę ich.
Odparł spokojnie.
- Niestety jednak będziemy większość czasu jednak spędzać na morzu. Ale z drugiej strony, jeżeli zdecyduje się pan zaciągnąć do nas...będę użyczał panu mojej kajuty, aby mógł pan się skryć przed sztormem.
Rzekł dodając po chwili przyjazny uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johenn de Richelieu

avatar

Liczba postów : 13

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Czw Kwi 30, 2009 7:37 am

Kapitan Johenn wsadził sobie ustnik fajki między zęby i wypuścił kącikiem ust kłąb dymu. Położył dłoń na rapierze, jak na laseczce.
- Za propozycje serdecznie dziękuje. Widać, jeszcze na tym świecie nie zniknęli ludzie bezinteresowni i gotowi nieść pomoc, bez oczekiwania na nagrodę.
W jego głosie można było wyczuć ledwo słyszalny ton smutku. Kapitan nie był bezinteresowny. On brał monety by walczyć za "szczytne cele". Tylko owe cele, były celami innych. Potem dostawał pieniądze i tyle. Mógł nawet przejść do obozu wroga, którego jeszcze miesiąc wcześniej bił, aż pięknie. Ba, najemnik miał honor. Po pierwsze, nie będziesz brał udziału w wyżynaniu miasta, odmówisz ataku na kobiety, starców i dzieci, a także zabijania i przeprowadzania egzekucji na szeregowych żołnierzach, którzy są rozbrojeni i bezbronni. Niech takich sobie zabija regularna armia tego królestwa. Najemnik może wykonać egzekucje wrogiego oficera, gdy nie ma nadziei, bądź czasu na oczekiwanie okupu. Albo jeśli ten oficer to ostatni syn dziwki, który zniszczył Badenhofen, małe miasto w Niemczech. Johennowi zapadła w pamięć jego duma. Nie błagał o litość, nie płakał i padał na kolana. PO prostu zmówił wcześniej modlitwę, a potem stanął przed rzędem strzelców. Rzekł tylko "Kapitanie, nie oczekuje wybaczenia. Oczekuje, że pańscy żołnierze będą celni". Byli celni, po opuszczeniu buławy ciało tamtego opadło na ziemie. A oni go pochowali. Nie jak zdrajce i zabójce. W końcu był oficerem, który wypełniał rozkazy. Salwa nad grobem, sprowadzili nawet księdza.
Johenn ocknał się z zamyślenia.
- A więc waść, na jakim statku służysz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Robert Foyle

avatar

Liczba postów : 41
Wiek : 29

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Pon Maj 04, 2009 3:40 pm

- To Ark Royale II...statek kapitana Peter'a Matluck'a...
Odparł do niego, po czym westchnął spokojnie.
- Wie pan co...cumujemy w porcie wojskowym Royal Navy...proszę powołać się na mnie i spytać o drogę. Może będzie ktoś z załogi, a może nawet trafi pan na kapitana. Chętnie bym porozmawiał, ale muszę udać się gdzieś...odpocząć trochę pod dachem.
Wstał z ławki i podał mu rękę.
- Zapamiętałem pańską twarz Panie de Richelieu...mam nadzieje, że jeszcze się tutaj spotkamy...a nawet jeśli po przeciwnych stronach...nie ma to znaczenia...liczy się człowiek.
Rzekł i schylił mu jeszcze kapelusz na pożegnanie.
- Żegnam Pana...
Odparł spokojnie i wyszedł z zaułka idąc w stronę miejsca, gdzie mógłby odpocząć.

<z tematu>
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johenn de Richelieu

avatar

Liczba postów : 13

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Nie Maj 17, 2009 5:23 am

I Johenn uchylił kapelusza. Poczekał aż odejdzie i nacisnął go z powrotem na głowę. Podkręcił wąsa i nonszalancko oparł dłoń na swoim wioskowym rapierze.
Fajka już była między zębami, wypuszczając w powietrze leniwe kłęby dymu.
- Ark Royale II... kapitan Peter Matluck... Port wojskowy. - Powtórzył by nie zapomnieć. - Oby kasy Królewskiej Marynarki były pełne.
Ruszył pewnym krokiem w stronę portu.
- Dukaty szykujcie się!

<z tematu>
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   

Powrót do góry Go down
 
Boczna uliczka
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Boczna uliczka
» Boczna uliczka
» Boczna Głównej

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Piraci z Karaibów PBF :: Queen Street-
Skocz do: