IndeksPortalCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Hernando Escobar

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Hernando Escobar

avatar

Liczba postów : 11
Miejsce urodzenia : bliżej nieokreślone
Profesja : żeglarz/nawigator
Broń : espada, sztylet i krócica

PisanieTemat: Hernando Escobar   Pon Lip 12, 2010 2:37 pm

Imię: Hernan Antonio Jorge
Nazwisko: Escobar
Wiek: 30 lat
Miejsce zamieszkania: do niedawna karawela "San Juan"; obecnie bezdomny
Rodzina: Ojciec Diego (55); Matka Ana (50); Siostra Elena (28); Bracia Enrique (34), Jose (27) i Alfonso (15) - wszyscy zostali w Europie, w Kastylii. Siostra wyszła za kupca z Toledo, starszy brat ożenił się z córką hodowcy koni i pomaga teściowi w interesie. Jose służy w oddziałach Tercios i jeszcze niedawno miał wraz z pułkiem przenieść się na Sycylię. O najmłodszym wiem niewiele, chyba mieszka z rodzicami.
Status społeczny: szarmancki osobnik z marginesu społecznego (czyli świeżo upieczony kloszard, dziad, męt, łach etc. etc i do tego banita)
Wykonywany zawód: wczoraj nawigator, dziś renegat hiszpańskiej floty

Charakter: Postać skomplikowana i nieco zagadkowa. Potrafi być rubaszny i znaleźć się w tłumie podpitych wilków morskich. Z drugiej strony obyty i w pewien sposób dworny. Nosi się dumnie i jest nieco przewrażliwiony na punkcie honoru. Bywa gwałtowny i czasem zbyt szybko sięga po broń. Na szczęście ma łeb na karku, co pozwalało mu wychodzić jak dotąd z kłopotów, w które sam się pakował.
Hernando jest patriotą. Bardzo boli go fakt, iż Hiszpania od pół wieku stopniowo traci należną jej w świecie pozycję mocarstwa (trzy lata temu korona hiszpańska po raz kolejny ogłosiła bankructwo). Nie lubi heretyckich holendrów i niewdzięcznych portugalczyków, którym zachciało się niepodległości. Od maja nienawidzi także anglików - wężowych dzieci przeklętego Cromwella (w maju brytyjska flota zaatakowała i zajęła hiszpańską kolonię na Jamajce). Francuzi? Cóż... też wrogowie, ale z nimi nie miał jak dotąd zbyt wiele do czynienia.
Jest ambitny i jest oportunistą. Z zadziwiającą łatwością dostosowuje się do sytuacji i korzysta z możliwości. Odrzuca jednak to, co nie przystaje do jego wizji szlachcica tak dumnej nacji. Hernando uważa, że szlachetność zamieszkuje w duszy nie w sakiewce. Zatem noc w rynsztoku nie jest policzkiem dla jego stanu, ale jest spora lista łajdactw na które nie zdobył by się nawet w imię realizacji wyższych celów.
Jako prawdziwy hiszpan jest katolikiem i brzydzi się herezją (do której zalicza bez wyjątku wszystkie kościoły protestanckie). Jest czuły na tym punkcie i nikomu nie pozwala obrażać prawdziwej wiary (co nie znaczy, że jest ofensywny i gania z pochodnią każdego innowiercę).
Ma w sobie pierwiastek odkrywcy. Bóg stworzył wielki świat i wiele jeszcze zostało do odkrycia. Skrycie marzy o sławie Corteza czy Pizzara, o zdobyciu złotych miast i przywróceniu potęgi Hiszpanii. Posiada także nieco mniej wzniosłe marzenia, jak odbudowa pozycji rodu Escobar i choć 'dineros' nie są dla niego celem, zdaje sobie sprawę, że bez złota kastylijscy wielcy nigdy nie będą traktować jego i jego rodziny jak równych sobie.
Choć nie jest mnichem nieczułym na kobiece wdzięki i niejedna już rozpaliła jego lędźwia, o tyle serce Escobara pozostało zimne. Jak dotąd nie spotkał kobiety, którą chciałby uczynić panią Escobar. Hernando nie ma 'ciśnienia' w tej kwestii - jego brat Enrique robi wystarczająco wiele by przedłużyć ród - zatem jego stać na iście kawalerską fantazję.

Wygląd: Wysoki, dobrze zbudowany, niektóre kobiety twierdzą, że przystojny... Jednak żaden z niego gładysz, raczej macho. Nosi obfitszy zarost niż tradycyjna hiszpańska bródka - zakrywa w ten sposób blizny, których ma sporo. Na lewym oku nosi przepaskę. Strój skromny - lniana koszula, wysokie buty, skórzane nogawice i kolet. Na głowie chusta i trójgraniasty kapelusz. Za pasem nosi krócicę o nieco sfatygowanym korpusie, w bucie skrywa prosty sztylet. U boku ma espadę z przedniej toledańskiej stali (obok srebrnego krzyżyka i lunety, którą podpierniczył ze statku to najcenniejsza rzecz jaką posiada). Ma jeszcze chudą sakiewkę z dineros... nawiasem mówiąc parę pistoli haniebnie drobną monetą.

Historia: Choć sam powołuje się na związki jego rodziny z samym Cortezem zdobywcą meksyku, po którym zresztą nosi imię, to niewiele ma na poparcie tej tezy. Fakt, jest dobrze wykształcony - umie czytać i pisać, zna podstawy etykiety, a jego umiejętności szermiercze są powyżej przeciętnej. Jednak na tym koniec. Jest biedny. Jego rodzina jest biedna i była taka odkąd pamięta. Jeśli w jego odwołaniach do tradycji konkwistadorów i koligacji z Cortezem jest choć ziarno prawdy, to jego ród chwile świetności ma już za sobą - jak wiele rodów kastylijskich i aragońskich escuderos...
Hernando miał 15 lat gdy urodził się jego brat Alfonso. To był koniec beztroski. Jako prawie mężczyzna musiał iść pracować by odciążyć rodzinę. Zatrudnienie znalazł w marynarce. Najpierw szorował pokłady i czyścił łańcuchy. Potem został prochowym. Pływał na różnych okrętach od slupów po galeony. Brał udział w niezliczonych utarczkach i kilku znaczniejszych bitwach. Podczas jednej z nich, jego fregata otrzymała z bliska salwę burtową. Hernando był wówczas przy działach. Odłamki srodze go poraniły. Wylizał się z ran, ale w bitwie tej stracił oko.
Jeden z kapitanów - Almerigo de Alvaro (cześć jego pamięci) przyłapał Escobara na czytaniu dziennika pokładowego. Zamiast go ukarać zrobił go matem oficera nawigacyjnego i tak zaczęła się przygoda z nawigacją. Od tego czasu rzadko brał udział w abordażach, jako "cenniejszy" członek załogi należał w takich chwilach do bezpośredniej ochrony kapitana (nie zawsze cieszyło to jego krewką i skorą do bitki naturę).
Pływał jeszcze na wielu statkach, a w ostatni rejs wyruszył na pokładzie karaweli "San Juan". Nie zdobył na nowym statku zbyt wielu przyjaciół. Wszystko przez jego "szlachecką manierę". Marynarze uważali, że zadziera nosa, a pierwszy oficer (skoligacony z Mendozami) miał go za godnego chłosty parweniusza-uzurpatora. Przed chłostą chroniła Escobara tylko przychylność kapitana. Hernando naraził się jeszcze bardziej podczas spotkania z lepiej uzbrojonym korsarskim brygiem. Zaproponował ucieczkę pod wiatr, twierdząc, że wróg z takim ożaglowaniem nie będzie mógł sprawnie halsować. Pomimo sprzeciwu pierwszego oficera kapitan przystał na propozycję. Okazało się, iż Hernando miał rację.
"San Juan" dotarł bezpiecznie do portu w Havanie, jednak pierwszy oficer nie zapomniał mu tego, że skompromitował go w oczach kapitana i załogi. Kiedy w porcie opróżnili już kilka butelek zacnej malagi. Felipe Velasquez (bo tak zwał się pierwszy) naskoczył na Hernanda, iż ten prowadzi przebiegłą grę, że jest zdrajca i w sekrecie sprzyja "tym psom anglikom", "holendrom - synom wielkiej dziwki" i "różnym innym piratom". Podpity Escobar nazwał oponenta tchórzem i wyzwał na pojedynek grożąc, że pokaże mu co potrafi przyjaciel piratów.
Walka była krótka. Już w trzecim zwarciu gdy Felipe chciał wyprzedzić atak, Hernando wykonał przeciwtempo. Jego szyja o włos minęła ostrze Velasqueza, a miecz wbił się w pierś przeciwnika na piędź, może głębiej.
I tak zaczęły się kłopoty...


Ostatnio zmieniony przez Hernando Escobar dnia Sro Lip 14, 2010 2:23 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Hernando Escobar
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Piraci z Karaibów PBF :: Piraci-
Skocz do: