IndeksPortalCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Frank Bartholomeu Dread

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Loki



Liczba postów : 2
Miejsce urodzenia : Tortuga
Profesja : Bezrobotny.
Broń : 2 Pistolety, sztylet, szabla.

PisanieTemat: Frank Bartholomeu Dread   Pią Lis 12, 2010 5:23 pm

Imię: Frank Bartholomeu;

Nazwisko: Dread

Wiek: 20

Miejsce zamieszkania: Tortuga, jeśli miejscem zamieszkania można ją nazwać... Właściwie to Frank wylądował tu przypadkiem, po prostu akurat ta wyspa była najbliżej...
Rodzina: Matka- Lucy Claymore ( 41) Wdowa, mieszkająca na północy Szkocji. Jej ulubionym zajęciem jest rozmyślanie na temat "czy moi synowie żyją?" Ojciec-Jack Lewis Dread (48. R.I.P). Zawsze śmiał się ze swojego nazwiska, bo był jednym z najmilszych bosmanów na brytyjskim statku. Dwa lata temu został zastrzelony przez pierwszego oficera statku, na którym do niedawna służył Frank. Brat-Jack Lewis Dread Junior (25)-Nikt nie wie co się z nim dzieje, prawdopodobnie albo gryzie ziemię, albo zmienił nazwisko. Nigdy nie był lubiany, był bardzo, ale to bardzo inteligentnym szmaciarzem.

Status społeczny: Zamożny. Oprócz pieniędzy i ubrania posiada polską szablę w bogato zdobionej pochwie, którą zabrał z trupa jakiegoś waszmościa z Rzeczypospolitej, który nie wiadomo co tam robił. Ma także dwa proste pistolety, oraz kule i proch na trzydzieści przeładowań, a także dość duży sztylet, nadający się też do rzucania;

Wykonywany zawód: Bezrobotny. Szlaja się wraz z czterema łajzami zwącymi się jego przyjaciółmi. Był dowódcą drugiej grupy abordażowej na pirackim statku, ale przed tym jak zastrzelił kapitana i pierwszego oficera.

Charakter: Cyniczny skurwiel. Tymi dwoma słowami można go określić. Nie należy do ludzi bardzo honorowych, ale wszyscy wiedzą, że można mu zaufać. Bystry i sprytny chłop, dosyć inteligentny. Nie żartuje zbyt często, chyba że w obliczu niebezpieczeństwa. Zachowuje się zawsze, jakby kompletnie olewał to, że zaraz urwie mu głowę. Śmieje się z ludzi, którzy srają w portki. Zawsze chłodno kalkuluje, gdy ma do podjęcia ważną decyzję najpierw myśli o sobie, następnie o podwładnych, a reszta go nie interesuje. Uważa że życie jest puste i gdy kogoś zabija nie zabiera nic cennego. Nie znajduje przyjemności w zemście, ale czasem uważa ją za swój obowiązek. Nie jest tchórzem, po prostu jest sprytny i zna własną wartość.

Wygląd: Smukły i szczupły, niezbyt wysoki delikwent, z pociągłą, wąską twarzą. Ciemnobrązowe, prawie czarne długie włosy, związane rzemieniem w koński ogon. "Tatarska" bródka, mniej więcej tego samego koloru. W ciemnozielonych, głębokich oczach igra mu rozbawiony ognik, właściwie zawsze delikatnie, prawie niewidocznie złośliwie się uśmiecha. Wzrokiem daje do zrozumienia, że nie obchodzi go co do niego mówią i co się dokoła dzieje, oraz że i tak wyjdzie cało z każdej opresji. Ubiera się w białą koszulę, zazwyczaj kompletnie rozchełstaną, proste, czarne, długie spodnie, które spina skórzanym pasem z wielką klamrą, na której wybito kształt wilczego łba i wpuszcza w także czarne, wysokie pod same kolana buty. Na głowę zakłada czerwoną bandanę oraz czarny czarny (a jak;>) piracki kapelusz, z piórem przypiętym z boku przy pomocy prostej broszy z brązu. Na szyi nosi prosty, zawieszony na rzemieniu złoty krzyżyk.

Historia: Chłopak urodził się na wyspie St. John, jednej z Wysp Dziewiczych. Młody Frank, wraz ze starszym bratem uczył się pływać, pisać i w ogóle wszystkiego, co syn oficera powinien wiedzieć. W wieku szesnastu lat jego brat, który już wcześniej wpadł w "nieodpowiednie towarzystwo" zostawił list, w którym napisał, że czas już rozpocząć samodzielne życie. Matka załamała się, a że nigdy nie była zbyt przywiązana do Franka, bez zgody męża złapała się na statek kupiecki i uciekła do rodzinnej Szkocji. Mały Frank został sam. Przez cały rok, aż do powrotu ojca opiekowali się nim sąsiedzi.
Gdy ojciec wrócił, (a była to noc) szczęśliwy, że znów zobaczy synów i ukochaną żonę, zobaczył tylko śpiącego dwunastoletniego chłopaczka. Nie wiedział co się dzieje, więc zostawił chłopaka i poszedł do tawerny. Rankiem Frank jak zwykle obudził się wcześnie, i natychmiast poszedł na śniadanie do tawerny, którą prowadzili sąsiedzi. Od pewnego czasu się tam stołował, bo spodobała mu się rok starsza córka Deightonów (sąsiadów), która tam pracowała. Oprócz karczmarza i jego córki, zobaczył tam ojca! Był on zalany w trupa, a waliło od niego grogiem na kilometr. Karczmarz pomógł mu zanieść go do domu. Wieczorem, gdy ojciec się obudził, Frank wszystko mu opowiedział. Jack był wściekły, ale gdy ochłonął natychmiast oddał dom, wraz z meblami w zastaw, po czym wziął ogromną pożyczkę. Następnie poprosił kapitana, żeby ten przyjął Franka do załogi. Od dwunastego roku życia chłopak uczył się trudnego żeglarskiego fachu. W wieku 17 lat został adiutantem kapitana i szkolony był do zostania oficerem. Długo to trwało, a nauka i tak została przerwana. W dniu, gdy Frank Bartholomeu obchodził dziewiętnaste urodziny i jednocześnie miał otrzymać nowe stanowisko, slup "Green Deep" został zaatakowany przez piracki bryg "Rising Moon". Walka zapowiadała się krwawo, a najgorsze było to, że i tak nie było możliwości jej wygrać. Uciec się nie dało, "Rising Moon" wyłonił się z mgły, może na 20 metrów od brytyjskiego slupa. Po ostrzelaniu pokładu kartaczami, załoga brygu przystąpiła do abordażu. Prawie setka dzikich morderców wskoczyła na niewielki pokład slupa i urządziła rzeź... Frank zobaczył tylko, jak głowa jego ojca eksploduje, a z dymu wyłania się roześmiana gęba, przywodząca na myśl twarz demona. Potem w jego głowie eksplodował ból i zapadł mrok...
Okazało się, że tylko stracił przytomność. Nie była to jednak duża pociecha, został wcielony do załogi pirackiego okrętu. W końcu przyzwyczaił się do bycia piratem, a nawet został mianowany "dowódcą drugiej grupy abordażowej". Nie rozumiał, po co takie rozgraniczenie. Ważne, że do jego oddziału przydzielono nie umiejących obchodzić się z bronią ciuli. Jednak gdy po miesiącu przerobił te łajzy na grupę najlepszych i najlepiej wyszkolonych wojowników i marynarzy na tym wraku, został natychmiast poddany próbie. W dwa okręty ("Rising Moon" i zreperowany już pryz "Green Deep" zwący się teraz "Misty Killer") natrafili na fregatę. Widać, że kapitan był niezłym wariatem, bo zechciał zaatakować ten statek. Bandery szybko zmieniono na francuskie tak, że brytyjczycy zrzucą winę na francuzów. Frank szybko dowiedział się, o co chodzi z trzema grupami abordażowymi. Ci piraci stosowali ciekawą taktykę, polegającą na tym, że pod osłoną dymu, z burty przeciwnej do tej, na której toczy się walka spuszczane są 3-4 łodzie, wypełnione po brzegi piratami. Dostają się one na pokład wrogiego okrętu przez bulaje na rufie i otwory działowe, po czym strzelają do zajętego walką przeciwnika. Następną salwę oddają ludzie z burty statku i jeśli wróg nie zdążył się poddać szybko ginął. Nocą po bitwie, gdy połowa marynarzy była napruta jak świnie, zwołano naradę. Mieli się stawić na niej wszyscy dowódcy. Wtedy w głowie Franka zaświtał pomysł...

Już wcześniej chłopak zorientował się, że facet o demonicznej twarzy jest pierwszym oficerem tego okrętu. Zebrał więc ośmiu najbardziej zaufanych i najmniej pijanych ludzi ze swego oddziału, po czym nakazał jednemu, by poszedł z wiadomością, że młody oficer się spóźni, bo ma sraczkę po kolacji i leczy się rumem. Gdy jego człowiek wrócił, odczekał kwadrans, po czym wytłumaczył ludziom plan...
Wszyscy udali się w kierunku kajuty kapitana. Szybko poradzili sobie ze strażnikami, po czym dwóch zostało na straży, dwóch kolejnych przylgnęło do ściany przy drzwiach do kajuty. Pozostali zwiesili się z burty, nad oknami prowadzącymi także do tej sali, w której odbywała się narada...

Drzwi otworzyły się. Do kajuty wkroczył Frank, z-co dziwne w jego wypadku-śmiertelnie poważną miną i rękami za plecami. Nawigator rzucił żart, że to pewnie przez tą sraczkę i go brzuch boli, na co wszyscy gruchnęli śmiechem. Błąd. Gdy tamci się śmiali, młody pirat wyciągnął zza pleców dłonie, w których znajdowały się nabite pistolety z odciągniętymi kurkami. Rozwalił dwóch najbliżej siedzących-kapitana i nawigatora, po czym wyszarpnął szablę i postąpił krok do przodu. Dwóch schowanych za drzwiami marynarzy wskoczyło do pokoju i rozwaliło następnych piratów. Pozostałych sześciu ludzi padło na ziemię, przewracając stół i wyszarpnęło pistolety. Ta osłona jednak nie pomogła im, ponieważ szklane szyby z bulajów za nimi wyleciały w powietrze, a na ich miejscu pojawiło się kolejnych czterech buntowników z pistoletami w rękach. Napadnięci nie mieli szans, zginęli na miejscu... Tylko pierwszy oficer konał, z rozerwanym żołądkiem. Frank przywołał swój zwyczajowy uśmiech, jednak dodał do niego trochę bezwzględnej, zimnej i lekko przerażającej nutki po czym szepnął
-Witaj. Pamiętasz bosmana, któremu rozwaliłeś głowę na "Green Deep"? Pozdrowienia od jego syna.
i wbił mu sztylet w gardło. Oficer w naturalnym obronnym odruchu zesrał się pod siebie, po czym zaczął się rzucać jak ryba wyjęta z wody. Gdy się uspokoił, Frank schował nóż, po czym skinął na zszokowanych sceną ludzi, wyskoczył przez bulaj i przekradł się do szalup. Porwał jedną łódkę, pożegnał się z ludźmi i odpłynął w kierunku wyspy zwanej Tortugą...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marica Daffodil
Administrator
avatar

Liczba postów : 589
Wiek : 36
Miejsce urodzenia : tu i tam...
Profesja : Kapitan pirackiego statku - Anima Vilis
Broń : wspaniały garłacz, maleńki pistolecik, lekka szabelka i marynarski sztylet.

PisanieTemat: Re: Frank Bartholomeu Dread   Sro Mar 16, 2011 10:03 pm

dodaj awatar i będzie akcept.

_________________

„Szczęście to mit - stworzyliśmy go sami.
Czarna bandera nad nami!”


moje
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://green-death.myspot.pl
 
Frank Bartholomeu Dread
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Frank Bennet

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Piraci z Karaibów PBF :: Półświatek-
Skocz do: