IndeksPortalCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Pokój

Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Gry
Administrator
avatar

Liczba postów : 223

PisanieTemat: Pokój   Nie Cze 12, 2011 5:41 pm

Jest to jedno, niezbyt duże pomieszczenie. Znajduje się tu łóżku, niewielkie stolik, na którym ustawiono miednicę i wysoki dzbanek z wodą, okrągły stół na środku pokoju, a wokół niego trzy niskie krzesełka, plus okno bez zasłon, wychodzące na brudną ulicę główną Tortugi.

_________________
Drink up me heartis, yo ho!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://green-death.myspot.pl
Jack Sparrow

avatar

Liczba postów : 32
Wiek : 52
Miejsce urodzenia : Karaiby; konretne - nieznane
Miejsce zamieszkania : ciężko stwierdzić
Profesja : najlepszy pirat na całych zapchlonych Karaibach!
Broń : szabla, pistolet i parę innych ciekawych rzeczy, jak np. butelka po rumie...

PisanieTemat: Re: Pokój   Nie Cze 12, 2011 5:49 pm

Czarna Perła płynęła ramię w ramię z Zemstą Królowej Anny. Wiatr im sprzyjał - pchał ich prosto na Tortugę, a i morze zdawało się być po ich stronie. Fale obmywały deski pokładu, gdy statek pruł przez nie przed siebie, ku przyjaznemu lądowi. W pewnym momencie Perła wysforowała naprzód - może i Zemsta była wspaniałym okrętem, ale bez wątpienia nie tak szybkim, jak statek Jacka. Sparrow wiedział jednak, że Angelica poradzi sobie doskonale. Zresztą, wciąż byli w zasięgu wzroku, więc nie miał się czym przejmować.
Gdy przybił do portu jako pierwszy zszedł z pokładu, pozostawiając dowodzenie Gibbsowi. Miał ochotę po prostu się napić i porządnie wyspać. Był zmęczony, zakurzony i bolało go rozcięte ramię. Spojrzał na nie kątem oka - krew zakrzepła już dawno na koszuli. Do tej pory nie miał czasu ani się przebrać, ani umyć, ani opatrzyć rany.
Skierował swoje kroki do Fioletowego Księżyca, wiedząc że jest to miejsce, które Tech odwiedzi jako pierwsze po podróży. W końcu będzie chciała znaleźć jeszcze kogoś do swej załogi no i z całą pewnością również pomyśli o odpoczynku.
W barze zakupił butelkę rumu, rzucając jakieś marne grosze na ladę barową, po czym od razu skierował swe kroki na górę, ku pokojom. Kluczyk wziął niepostrzeżenie - nie zamierzał płacić za tę noc. Zresztą, kiedy zwali się tu jego załoga, a także załoga Zemsty nikt nie zauważy, że ktoś nocuje w pokoju na górze. A Kapitanowie? Wszyscy uznają, że gdzieś się zaszyli. Nikt nie będzie o nich pytał.
Kopniakiem otworzył drzwi, rzucając kluczyk na blat stolika, a tuż obok niego postawił butelkę. Podszedł do miednicy, zdejmując koszulę i rzucając ją w kąt. Całe jego plecy, jak również brzuch i klatka piersiowa pokryte były siecią blizn - tych większych i mniejszych. Były one pamiątkami bo wszystkich stoczonych walkach. Każda miała jakąś historię, ale Jack nie pamiętał już ich wszystkich. Dzisiejsza rana zapiekła, gdy dotknął ją szmatą, namoczoną w lodowatej wodzie. Skrzywił się lekko, jednak nie przerwał czynności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Angelica Teach

avatar

Liczba postów : 45
Miejsce urodzenia : Nie wiadomo
Miejsce zamieszkania : Morze
Profesja : Pirat, a jak !
Broń : Szpada, krótkie sztylety, pistolet

PisanieTemat: Re: Pokój   Nie Cze 12, 2011 6:04 pm

Okręt Jacka była pięknym statkiem, to trzeba było przyznać, ale także bardzo szybkim. Wiedziała dokąd ten drań płynie, ona także tam zmierzała. Musiała tam uregulować swoje sprawy. Dokładnie byli w zasięgu wzroku. Patrzyła jak Jack schodzi na ląd. Uśmiechnęła się do siebie. Zaraz zerknęła na swoją załogę wyznaczając, kogoś do pilnowania okrętu. Drugi raz nie pozwoli sobie go zabrać. Gdy Zemsta przybiła, Angelica zeszła sama na ląd, udając się do Fioletowego Księżyca. Jack mignął jej, wchodząc na górę. Uśmiechnęła się pod nosem do siebie, sama tam kierując kroki. Zajrzała do pokoju widząc jak Sparrow przemywa rany. Podeszła do niego wolnym krokiem, ściągając z głowy kapelusz i rzucając go na łóżko. Wzięła mu z ręki ów szmatkę, zamaczając ją w wodzie. Dotknęła nią rany bardzo delikatnie.
-Wygrałeś - powiedziała tylko, nachylając się dyskretnie nad nim, by wargami musnąć jego ucho, szepcząc w nie swoim zmysłowym głosem - Nie wątpiłam w Ciebie, Jackie
Drugą wolną ręką zahaczyła o jego ramię, masując je lekko opuszkami. Mimo to zaraz wyprostowała się, pozbawiając go jakiegokolwiek dotyku z jej ręką, jedynie szmatka dotykała jego ran.


Ostatnio zmieniony przez Angelica Teach dnia Pon Cze 13, 2011 5:38 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jack Sparrow

avatar

Liczba postów : 32
Wiek : 52
Miejsce urodzenia : Karaiby; konretne - nieznane
Miejsce zamieszkania : ciężko stwierdzić
Profesja : najlepszy pirat na całych zapchlonych Karaibach!
Broń : szabla, pistolet i parę innych ciekawych rzeczy, jak np. butelka po rumie...

PisanieTemat: Re: Pokój   Pon Cze 13, 2011 9:29 am

Tak - Perła była piękna, choć od dawna potrzebowała spotkania z cieślą. Ponieważ Jack i tak zamierzał dłużej pozostać na Tortudze uznał, że z samego rana poszuka jakiegoś dobrego cieśli i wcieli go do swojej załogi. A przede wszystkim zleci mu naprawę statku. Trzeba by było wreszcie połatać wszystkie dziury. Zawczasu wydał załodze rozkaz, by połatali wszystkie żagle, które już od dawna przepuszczały więcej powietrza niż palmowe liście. Były dziurawe i stare. Bez dwóch zdań potrzebne były nowe, ale póki co nie stać go było na ich zakupienie. Zawsze mógł od kogoś pożyczyć, ale pamiętał o tym, że chyba nie było pirackiego Kapitana na całym świecie, któremu nie wisiałby pieniędzy. Co prawda odkąd Kalipso została uwolniona, a Bractwo przestało istnieć mógł mieć pewność, że szybko nie spotka się z ludźmi, którym wisi pieniądze.
W pierwszej chwili nawet nie zauważył, że dziewczyna weszła do pokoju. Był zbyt zajęty i zbyt zamyślony. Jego myśli krążyły wokół wielu rzeczy. Przypominał sobie każdy moment pojedynku, rozpamiętywał go i analizował, starając się wyłapać wszystkie swoje błędy, by następnym razem już ich nie popełnić. Rozpamiętywał swoje wcześniejsze spotkania z Angelicą, rejs na statku jej ojca, gdy nie wiedział jeszcze, że jest jego córką. A także wszystkie dotychczasowe przygody przeżyte wraz z jego ukochanym okrętem...
Dopiero gdy wyjęła z jego ręki szmatę ocknął się z zamyślenia. Spojrzał na nią z lekkim zdziwieniem i syknął cicho, gdy dotknęła jego rany. Niby była powierzchowna, niezbyt duża, a jednak tak bardzo bolesna. Czasami głębsze i dotkliwsze zranienia bolały mniej...
Uśmiechnął się z zadowoleniem. Co z tego, że w przyszłości może znów zamierzał ją wykorzystać? Co z tego, że ona pewnie nie raz wykorzysta jego? Dla takich chwil warto było żyć, a mężczyźni zawsze byli łakomi na pochlebstwa.
- Ty także sobie świetnie poradziłaś - odpowiedział, poważniejąc lekko.
Czując jej dotyk na swoim ramieniu zadrżał lekko. Mogła była pomyśleć, że to ze względu na chłód jej dłoni, bądź ból, prawda była jednak inna. Odwrócił się w jej stronę i chwycił dłoń, w której trzymała szmatkę, wrzucając materiał do miednicy. Objął ją w pasie i spojrzał jej głęboko w oczy.
- Powinnaś wypłynąć jak najszybciej. Tortuga jest pierwszym miejscem, w którym będą poszukiwać Zemsty, a okręt jest na tyle łakomym kąskiem, że nie odpuszczą, dopóki cię nie dopadną - powiedział, choć w pierwszej chwili zamierzał po prostu ją pocałować - poza tym piraci mają zbyt długie jęzory - niektórym trzeba by je było przyciąć - i bez wątpienia wici o tym, że statek znów wypłynął w rejs dotarły nawet do Singapuru. Nie jesteś tu bezpieczna - dokończył, odsuwając się od niej.
Otworzył okno na oścież, po czym opadł na łóżko, zdejmują buty. Musiał się przespać, po prostu musiał. Z drugiej jednak strony, gdy tylko zamknął oczy zobaczył jej nagie ciało. Mała klasztorna cela, jej gęste włosy zasłaniające pełny biust i te ciemne oczy, zapatrzone wprost w jego źrenice...
Westchnął ciężko, podnosząc powieki i spojrzał w sufit, zaplatając ręce za głową. Nie chciał, żeby znów odchodziła. Nie chciał znów się z nią rozstawać, ale wiedział, że tak jest najbezpieczniej. Nie mogli pływać razem - byli zbyt niezależni. On chciał jednego, ona czegoś innego, ale oboje pragnęli zdobyć statki tego drugiego wyłącznie dla siebie. Musieli się rozdzielić, inaczej po prostu w końcu by się pozabijali.
- Wtedy na wyspie... - zaczął powoli, nawet na nią nie patrząc - mówiłem prawdę. Każde moje słowo... - westchnął, siadając na łóżku.
Spojrzał na nią, uśmiechając się półgębkiem w ten typowy dla siebie sposób, po czym podszedł do okna, spoglądając na uśpione miasteczko.
- Zawsze cię kochałem - rzekł z cicha, obracając się twarzą do niej.
Sięgnął po jej dłoń i przyciągnął ją do siebie, raz jeszcze całując namiętnie. Gdy się od siebie oderwali na jego ustach znów można było dostrzec ten kpiarski, wesołkowaty uśmieszek. Odsunął się od niej na cal i założył jej włosy za ucho, nie przestając się uśmiechać choćby na moment.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Angelica Teach

avatar

Liczba postów : 45
Miejsce urodzenia : Nie wiadomo
Miejsce zamieszkania : Morze
Profesja : Pirat, a jak !
Broń : Szpada, krótkie sztylety, pistolet

PisanieTemat: Re: Pokój   Pon Cze 13, 2011 5:35 pm

Sama myślała o tym wszystkim, co ich spotkało. Zwłaszcza wtedy, gdy Jack pojedynkował z marynarką, myślała, że coś mu się stanie. Sama nie wiedziała skąd ten paniczny, nagły lęk. Przecież Sparrow był doskonałym szermierzem. Jednak Angelica drżała, była rozkojarzona. Nie mogła pomagać na tyle załodze, gdyż sama co rusz oglądała się za ukochanym. Serce waliło jej młotem, mimo iż jej mina była grobowa oraz nie ukazywała nawet najmniejszej emocji. Starała się działać sprawnie, jednak przez nią by o mało co wpadli. Musiała się popatrzeć za tym szalonym piratem, czy czasem jakiś młokos go nie godził szablą. Wtedy... wtedy by odrzuciła myśl o statku, by go ratować. Może Sparrow uważał, że jakby trafił do więzienie, nie miałby kto go ratować. Jednak Teach była by pierwszą osobą, która by to uczyniła. Bez żadnych wahań, czy ktoś by chciał jej pomóc czy nie! Obojętnie! Dałaby i radę sama.
Czasem myśli Angelici krążyły wokół bardziej drastycznie. Zastanawiała się jak Jack zareagowałby dowiedziawszy, ze coś się jej stało, albo jakiś mężczyzna kręcił się koło niej. Czy by się tym przejął? Nie wiedziała, mimo iż oboje znali swoje uczucia, po Jacku trudno było odczytać jego emocje.
-Wypłynę, jak to będzie możliwe. Musze odszukać jednego człowieka. Mężczyznę, nie jakiego Christiana Foxa - odparła zaraz, obserwując jego ruchy. Jak kładzie się na łóżku, cicho wzdycha. Badała wzrokiem każdy jego element. Chciała go dokładnie zapamiętać, wiedziała, że ich rozłąka nadejdzie lada dzień. To ją bardziej bolało, niż go. Kobiety bardziej do tego emocjonalnie podchodziły - Poradzę sobie , Jack. Nie znajdą Zemsty - odparła.
Słysząc jego słowa, zadrżała. Lekkie dreszcze pojawiły się na jej ciele, pirat mógł pomyśleć, że to przez chłód z dworu. Jednak było inaczej.
-Ja także, Ciebie kochałam- powiedziała cicho, spoglądając w jego śliczne oczy. Ach, jak one ją pociągały! Gdy ją pocałował, była najszczęśliwszą osobą na świecie. Odwzajemniła jego pocałunek, z taką samą namiętnością i gorącem. Zakładając jej włosy za ucho, zbliżyła się do niego. Przywarła do niego ciałem, będąc z nim ściśle złączona. Palcami dotknęła karku Jacka, a następnie włosów. Zamknęła oczy, kładąc głowę na ramieniu mężczyzny. Westchnęła zadowolona -Yo siempre te amaré* - dodała tylko cicho , szeptem, ale tak by to usłyszał.


*I zawsze będę kochać
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jack Sparrow

avatar

Liczba postów : 32
Wiek : 52
Miejsce urodzenia : Karaiby; konretne - nieznane
Miejsce zamieszkania : ciężko stwierdzić
Profesja : najlepszy pirat na całych zapchlonych Karaibach!
Broń : szabla, pistolet i parę innych ciekawych rzeczy, jak np. butelka po rumie...

PisanieTemat: Re: Pokój   Wto Cze 14, 2011 11:08 am

Jak na mężczyznę przystało podczas walki wyłączył myślenie o czymkolwiek. Nie było jej, nie było jego, nie było statku, ani niczego innego. Była jego ręka i szabla, będąca jej przedłużeniem i była też broń przeciwnika. Tylko to się liczyło. I ich szaleńczy taniec. Niczym para kochanków w tangu oni wirowali wokół siebie, raz za razem próbując zadać sobie ból. Może i był doświadczonym szermierzem, może i miał za sobą wiele stoczonych pojedynków, ale teraz, już całkiem na spokojnie, musiał przyznać, że ten młokos był naprawdę dobry. Może i nawet na jego poziomie. To była wyrównana walkach. Sprawiedliwa, choć on sam próbował wygrać za wszelką cenę, i wyrównana.
Gdy przebiegał pod Zemstą i widział spojrzenie Angelici wiedział, że teraz już wszystko będzie w porządku. Mieli przed sobą jeszcze wiele przygód, niebezpieczeństw i niepewności, ale raz jeszcze wyszli z kolejnego starcia obronną ręką. Poradzili sobie. Przeżyli i mogli odpłynąć tam, gdzie tylko pragnęli.
Jeśliby była zagrożona bez wątpienia ruszyłby jej na ratunek. Zresztą nie raz to już zrobił. Może nie otwarcie, może nie zdawała sobie z tego sprawy i wydawało jej się, że ma inne pobudki, ale zawsze chodziło mu tylko o nią. A gdyby ktoś się koło niej kręcił bez wątpienia znalazłby dobry powód, żeby posłać go do Hilo. Otwarcie nie przyznałby się, że chodzi o nią, ale na pewno byłby w stanie znaleźć inną wymówkę.
Nie wiedział nic o tym całym Foxie. Nie wiedział na co on jest potrzebny Angelice, ale nie zamierzał o to pytać. Mimo, że ją kochał wiedział, że ma swoje sprawy, w które on ingerować nie chciał. Nie dlatego, że mu na niej zależało. Nie, właśnie dlatego, że zależało mu na niej jak na nikim i niczym innym. No, może prócz Perły, ale to inna sprawa...
Spojrzał na nią, uśmiechając się szeroko.
- Wiem, że sobie poradzisz - odparł zupełnie szczerze.
Objął ją jeszcze mocniej. Nie chciał wypuszczać jej ze swoich ramion, ale musiał. Wiedział, że nawet, jeśli spędzą razem tę noc jutro już go tu nie będzie. Musiał ją zostawić, choć nie chciał. Spoglądał w odległy horyzont, malujący się ponad dachami niskich domostw i głaskał ją po głowie. Poważny wyraz twarzy zupełnie do niego nie pasował, ale w tej chwili nie mógł się uśmiechać. Chciał z nią być. Chciał mieć ją dla siebie, ale to by zabiło ich oboje. Oni musieli być niezależni. Musieli być wolni, a wszelkie związki tylko ograniczały. Właśnie dlatego, że ją kochał i że mu na niej zależało musiał ją zostawić.
Wziął ją na ręce i przeniósł na łóżko, sadzając na nim delikatnie, po czym ukucnął przed nią i przejechał palcem po policzku. Zsunął dłoń na gorset, który z wolna rozsupłał nigdzie się nie spiesząc. Chciał by ta chwila trwała; by nigdy nie minęła. Uniósł się, odrzucając część jej garderoby na bok i znów ją pocałował, siadając obok niej i biorąc ją na swoje kolana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Angelica Teach

avatar

Liczba postów : 45
Miejsce urodzenia : Nie wiadomo
Miejsce zamieszkania : Morze
Profesja : Pirat, a jak !
Broń : Szpada, krótkie sztylety, pistolet

PisanieTemat: Re: Pokój   Wto Cze 14, 2011 12:34 pm

Wiedziała, że uratowałby ją, tak jak przy źródle. Odwróciła się jedynie w jego stronę patrząc prosto w oczy, by wyszeptać imię mężczyzny. Jack wtedy nie zważał na nic, biegał z kielichami po wodę, to po łzę syreny. Wtedy tak nie myślała o tym. Była na niego wściekła, że dał jej ten kielich z łzą, ale teraz nie wyobrażała sobie tego, że już nigdy go nie zobaczy.
Hm ..Uwielbiała jak Jack był o nią zazdrosny, kochała te jego wtedy przytyki i ten wyraz twarzy, złościł się uroczo. Sparrow jakby nie patrząc był naprawdę kochany, zwłaszcza jak robił te swoje miny, które ją rozbrajały. Miała wtedy ochotę go pocałować.
-To oczywiste -powiedziała z uśmieszkiem na wargach, mocno będąc do niego przysunięta, rozkoszowała się jego dotykiem. Pragnęła go, pragnęła w każdym calu. Chciała z nim być, obojętnie na jakich warunkach, ale żeby był tylko jej, aby żadna lafirynda go nie ukradła. Chciała go na wyłączność i by wiele za to dała, jednak na pewno nie zrezygnowała ze swoich zamiarów, czy morza. Nie wiedziała jak ich wspólne życie by wyglądało. Może wiecznie by się kłócili, może byli by nieszczęśliwi ze sobą.
Wiedziała, że jak dzień nadejdzie zostawi ją, znowu wykorzysta i zostawi. Nie zniosła by tego drugi raz, tego samego bólu, wiedząc, że obudzi się sama, że jej mężczyzna życia odpływa bez niej, że ją zostawia .. po raz kolejny. Gdy ją pocałował i przeniósł na swoje kolana dotknęła jego ramion. Sunąc palcami po jego torsie. Pchnęła go mocniej na łóżko, by na nie opadł plecami. Sama w tym czasie nachyliła się nad nim, wargami sięgając do szyi Jacka. Jednak zaraz przesunęła usta na jego ucho, kąsając je. Dłoń Angelici powędrowała na jego spodnie, zahaczając opuszkami o jego krocze, jednak po chwili Jack mógł poczuć ... no właśnie co? Nic. Ciężar dziewczyny nagle zniknął. Teach stała przy drzwiach, nie wiedząc jak tam szybko się dostała. Ubrała na głowę kapelusz, spoglądając ze smutkiem na niego.
-Wybacz Jack, ale nie chce być zostawiona - odparła zaraz, jednak tak naprawdę jej chodziło o to, że po raz kolejny nie zniesie tego smutku i bólu, po jego stracie. Wolała sama go zostawić, wtedy nie będzie ją tak boleć. Nie obudzi się z nadzieją, że może jednak został. Uśmiechnęła się lekko zaraz do niego, podniosła ręką, a niej mógł dostrzec swoją busolę.
-Biorę ją na pamiątkę - powiedziała zaraz wychodząc z pokoju. Wiedziała, że będzie chciał ją odzyskać, że ta busola wiele dla niego znaczy. A więc po raz kolejny się spotkają. Być może niebawem, ale zobaczą. I to się liczyło.
Wybiegła z Fioletowego Księżyca, ukradkiem patrząc w okno pokoju Jacka. Wbiegła na pokład statku, krzycząc na załogę.
-Ruszać się! Na co się gapicie! - krzyknęła na nich, zaraz wyjmując szablę, a statek ruszył. Stojąc na mostku kapitańskim patrzała na ów karczmę. Musiała tylko jeszcze odnaleźć Foxa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jack Sparrow

avatar

Liczba postów : 32
Wiek : 52
Miejsce urodzenia : Karaiby; konretne - nieznane
Miejsce zamieszkania : ciężko stwierdzić
Profesja : najlepszy pirat na całych zapchlonych Karaibach!
Broń : szabla, pistolet i parę innych ciekawych rzeczy, jak np. butelka po rumie...

PisanieTemat: Re: Pokój   Sro Cze 15, 2011 1:55 pm

Nie mógł postąpić inaczej. Czarnobrody byłby w stanie poświęcić jej życie, byle tylko sam mógł żyć dalej. Ponoć była jego ukochaną córką, a w rzeczywistości wcale mu nie niej nie zależało. W przeciwieństwie do Jacka. On nie miał żadnego długu do spłacenia u jej ojca. Był on nieczułym draniem, który połakomił się na jego Perełkę. W dodatku wykorzystywał Angelicę. Tak było trzeba. Zrobił tylko to, co uważał za słuszne. Co należało by zrobić. Gdyby on był na miejscu Teach'a nie zawahałby się nawet chwili. Bez wątpienia postąpiłby tak samo - darował jej lata swojego życia byle tylko ona mogła żyć dalej.
Chciał z nią być. Pragnął jej obecności, dotyku, pocałunków. Pragnął, by była tylko jego, ale nie mógł. Nie mógł zrobić tego jej. Wiedział, że ona nie może należeć do nikogo. Jest wolna jak ptak. Gdyby zamknąć ją w klatce, choćby i ze złota, po prostu by umarła. Tak nie można. I choć jego serce wyrywało się za nią nie mógł postąpić inaczej. Musiał ją zostawiać - raz za razem. To było najlepsze dla niej; dla niego; dla wszystkich.
Nie, nie wykorzystałby jej. Tak naprawdę nigdy jej nie wykorzystał. Każdy dzień z nią spędzony, każdy dotyk, słowo... To wszystko było szczere. Prawdziwe. Nie, to prędzej ona mogła wykorzystać jego. Ale fakt faktem - sprawiał takie pozory. Poniekąd chciał, żeby tak myślała, wtedy było łatwiej. Łatwiej było jej odejść, zostawić go. Nie mogli być razem. Naraziłby ją niepotrzebnie, a tego nie chciał. Jej życie i bezpieczeństwo było najważniejsze. Na starość robił się cholernie ckliwy i romantyczny...
Uśmiechnął się do niej, unosząc na rękach, a w jego oczach widać było ten znajomy, niebezpieczny błysk. Choć jego serce rozdzierało się z irracjonalnego bólu, choć nogi chciały za nią biec - był dumny. I pozostał na swoim miejscu nie wykonując żadnego ruchu.
- Szybko się uczysz, kocico - mruknął tylko na jej słowa.
Spojrzał na przedmiot trzymany przez nią w dłoni i jego uśmiech jeszcze się poszerzył. Tak, naprawdę była w tym coraz lepsza. Uczyła się od mistrza - można by było tak rzec. Wiedział, że da sobie radę. A niebawem odwiedzi ją, by móc się o tym przekonać - pływanie bez busoli będzie trudne. Z całą pewnością bez niej nie odnajdzie kielichów. Trudno, będzie musiał znaleźć sobie inne zajęcie, bądź też po prostu popytać i wybadać sprawę. Musi spotkać się z ojcem - może on będzie wiedział coś więcej...
Kiedy opuściła pokój usiadł na łóżku, po czym podszedł do okna i oparł się o framugę wzdychając ciężko.
- Moje serce należy do ciebie - szepnął jak gdyby do siebie.
Jego serce... Ona zabrała je ze sobą.

Następnego dnia odbił od portu Tortuga i popłynął ku cienkiej linii horyzontu. Wiedział, że prędzej, czy później, znów na siebie wpadną. Wiedział i już nie mógł doczekać się tego momentu. Mimo, że nie minęły nawet dwadzieścia cztery godziny od ich rozstania już za nią tęsknił. Ale wiedział, że ta tęsknota niebawem ucichnie. Nie, nie zniknie - ona nigdy nie znika. Po prostu ucichnie, skryta pod innymi, istotniejszymi sprawami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pokój   

Powrót do góry Go down
 
Pokój
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Pokój #113
» Pokój numer #520
» Pokój do ćwiczeń

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Piraci z Karaibów PBF :: Tawerna pod Fioletowym Księżycem :: Pokój na końcu korytarza-
Skocz do: